Ks. Abp Bronisław Dąbrowski

Abp Bronisław Dąbrowski

TWOJA MISJA JEST W WARSZAWIE

Był marzec 1938 roku. Ksiądz Alojzy Orione w Tortonie mówi do młodego kleryka, który bardzo chciał jechać na misje: „Pojedziesz na misje, ale nie do Chile, tylko do Warszawy”. Klerykiem tym był Bronisław Dąbrowski, który już niedługo miał zmierzyć się z demoniczną siłą dwóch totalitaryzmów. Poznaj historię jednego z największych wrogów sowieckiego imperium zła.

Protagoniści misji

Dzień, w którym otrzymał misję zapisał się w sercu Bronisława bardzo głęboko. Tak go wspomina: „Księdza Orione zastałem jak zwykłe bardzo zajętego. Po rytualnym „avanti”, kontynuując pisanie, zapytał czego chcę i żebym był zwięzły. Jak najlepiej mogłem i potrafiłem poprosiłem, aby mnie wysłał na misje do Chile. Ksiądz Orione wlepiwszy we mnie swoje dwoje wielkich oczu, zapytał: ale ty jesteś Polakiem? Otrzymawszy odpowiedź potwierdzającą powiedział dokładnie: Tak, pojedziesz na misje, ale nie do Chile, ale raczej do Warszawy.” Tak decyzja mogłą wydawać się dziwna, ponieważ Zgromadzenie Orionistów dopiero rozwijało misje w Argentynie, Brazylii i Chile. Każdy chętny do ich wsparcia był przyjmowany z otwartymi rękoma. Skąd zatem pomysł, by wysyłać kogoś na misję do Warszawy? Biografowie odczytując to w kategoriach profetycznych. Niedługo po II wojnie światowej miało się okazać jak bardzo potrzebny jest ten właśnie młody człowiek nie gdzie indziej jak w Polsce. W tym momencie nikt jednak nie mógł tego przewidzieć. Stali naprzeciwko siebie dwaj ludzie, z których jeden był żywą legendą a drugi właściwie nikim. Przyjrzyjmy się tej scenie.

Po Bogu wszystko, czym jestem i co posiadam, zawdzięczam Maryi, Niebieskiej naszej Matce, a także mojej ziemskiej Matce, która nauczyła mnie kochać Boga, Bożą Matkę i Kościół święty. To ona wymodliła mi powołanie i gotowość poświęcenia się na całkowitą służbę Panu w życiu zakonnym. (Arcivescovo Bronisław Dąbrowski, 15 dicembre 1998)

Alojzy Orione (1872-1940), piemontczyk z Tortony, Założyciel Zgromadzenia Zakonnego Małe Dzieło Boskiej Opatrzności, rozpoznawalny w całych Włoszech twórca dzieł miłosierdzia. Zakonnik specjalnej misji Piusa X pomocy ofiarom trzęsieniu ziemi i biedocie Rzymu poza murami św. Jana na Lateranie. Ze względu na miłości do Chrystusa, Papieża i Kościoła, Maryi i dusz zwany Rozbójnikiem Bożym, ze względu na miłość do Polski i Polaków nazwany kolejnym Patronem Polski i Polaków[1].

Naprzeciw niego stał ledwie 21 letni alumn który przybywał do Włoch zupełnie nieznany, choć głową i sercem pełnym zapału. Nosił w sobie pamięć bohaterskiej śmierci ojca w wojnie przeciwko bolszewikom w 1920 roku. Wojnie, w której Polacy uratowali Europę przed „czerwoną, bolszewicką zarazą”. Charakter Bronisława ukształtowała także bieda, ciężka praca u dziadka kowala i wielkie wsparcie matki w zdobyciu wykształcenia. Ostatecznie jednak młody Polak rezygnuje ze szkół wojskowych i administracyjnych, aby wstępując do seminarium w kapłaństwie „budować mosty między ludźmi”.

Posłanie

Kleryk Dąbrowski przybywa do Włoch w 1938 r. w czasie, gdy powoli rozniecały się zarzewia II wojny światowej. Nawet w Seminarium wyczuwało się napięcia między alumnami ze względu na relację do nowej siły, która we Włoszech obiecywała potęgę i wielki dobrobyt. Bronisław jednak jest przede wszystkim zachwycony osobowością Założyciela Zgromadzenia i jego wielką miłością do Polski i Polaków.

W dniu wybuchu II wojny światowej Dąbrowski przebywa w Seminarium. Jest świadkiem olbrzymiego bólu Założyciela, który czuwał całą noc z 31 sierpnia 1939 i nad ranem przekazał wszystkim alumnom tragiczną wiadomość o ataku Niemiec na Polskę.

Orione bardzo mocno wczuwa się w ból Polaków: „Kochajcie Polskę, kochajcie Polaków bo ja ich zawsze kochałem. Nigdy nie odczuwałem do Polaków tak wielkiej miłości jak czuję to teraz” – pisał.

Wielkie wrażenie zrobił na mnie Don Orione, szaleniec Bożej Opatrzności. To jemu zawdzięczam ducha zaufania Bogu, radowania się powołaniem oriońskim w służbie Chrystusowi i Kościołowi dla najbiedniejszych. To On już w r. 1939 błogosławił mi proroczo na służbę Kościołowi w Warszawie. Myślę, że także dzięki Jego wstawiennictwu wytrwałem na posterunku niejako na baczność służąc Kościołowi i Ojczyźnie w Sekretariacie Episkopatu Polski prawie lat 40.” (Dal Testamento di Arcivescovo, 15 dicembre 1998)

Konkretnym znakiem miłości dla tych młodych cierpiących ludzi było danie im wolnej ręki co do powrotu do Ojczyzny. Wobec grupy alumnów którzy decydują się wracać, czyni kolejną manifestację 3 września. Wśród nich był kleryk Bronisław Dąbrowski. Przy akompaniamencie orkiestry odprowadza ich na dworzec kolejowy. Podróż przebiegała z olbrzymi trudnościami. Alumni dotarli do Polski już po kapitulacji Polski i po zdradzieckiej agresji Sowietów, którzy na mocy wcześniejszego tajnego porozumienia z Niemcami 17 września 1939 r. uderzyli na Polskę.

Trwać w powołaniu mimo groźby śmierci

>Po powrocie do Polski Bronisław żyje w kraju poddanym okrutnemu terrorowi niemieckiego okupanta. Wprawdzie domy zakonne mogły nadal funkcjonować, ale każdego dnia trzeba się było liczyć z aresztowaniem i wywózką do któregoś z obozów koncentracyjnych. Taki los spotkał wielu orionistów czego szczególnym świadectwem jest męczeńska śmierć Bł. Franciszka Drzewieckiego w Dachau. Mając ważny paszport, Bronisław otrzymuje propozycję powrotu do Włoch, ale odmawia argumentując swoją decyzję słowami: „Ojczyzna cierpi i ja muszę z nią cierpieć”.

W trakcie okupacji prowadzi bursę dla chłopców, sierot przy ulicy Barskiej 4 w Warszawie. Wraz z nimi walczy o przetrwanie. Były to lata głodu, masowych mordów ludności cywilnej, epidemii chorób. W tym miejscu zastaje go Powstanie Warszawskie, podczas którego Dom Zakonny staje się miejscem walk, do których wyrywają się również jego podopieczni. Mając wśród nich olbrzymi autorytet przyczynia się wraz z innymi orionistami do powstrzymania powstańców od samosądu na jeńcach niemieckich. Po klęsce Powstania Warszawskiego rozpoczyna się jego tułaczka i niewolnicza praca w obozie Bittingheim k/Dachau.

Wielka misja przy boku

Prymasa Tysiąclecia

Pod koniec maja Kleryk Dąbrowski wraca z  obozu pracy i bardzo szybko otrzymuje święcenia kapłańskie 20.06.1946 r. i dalej pracuje z młodzieżą w Ośrodku na Barskiej. Tu zostaje zauważony w 1950 roku jako obrońca młodzieży przed ateizacją i powołany do pracy w Wydziale Duszpasterskim przy Prymasie Polskim Stefanie Kardynale Wyszyńskim – nazywanym przez Polaków Prymasem Tysiąclecia.

Ks. Bronisław stopniowo zaczyna otrzymywać coraz bardziej odpowiedzialne zadania.

Obrońca sióstr zakonnych i kapłanów

Po II wojnie światowej bolszewicka Rosja, nowy okupant Polski i miejscowi komuniści rozpoczęli ateizację kraju i walkę z kościołem. Przedmiotem brutalnych ataków byli przede wszystkim Biskupi, księża i siostry zakonne; Prymas Wyszyńskie w latach 1953 – 1956 przebywał w więzieniu.

Podczas likwidacji ośrodków katolickich w 1952 komuniści dokonali rabunkowego przejęcia Ośrodka na Barskiej, aresztując przy tym na kilka dni Prowincjała Włodzimierza Michalskiego i ks. Bronisława Dąbrowskiego. Dzięki bohaterskiej postawie wychowanków komunistom nie udała się prowokacja zrobienia z ks. Bronisława Dąbrowskiego kryminalisty i nie otrzymał wyroku skazującego na więzienie.

Polska w 1954 roku była krajem sowieckiego terroru. Zlikwidowano około 300 klasztorów żeńskich i wysiedlono około 1500 zakonnic. Eksmitowane siostry zostały zamknięte w obozach pracy, które przypominały obozy koncentracyjne.

W imieniu Prymasa Tysiąclecia ks. Bronisław Dąbrowski obejmuje opieką prześladowane siostry. Przede wszystkim dostarcza leków, żywności i uczestniczy we wszystkich negocjacjach z władzami komunistycznymi gdy siostrom zakonnym wytaczane są procesy z zarzutami ciężkich przestępstw przeciwko ustrojowi komunistycznemu. Negocjacje z władzami obejmują również odwołania od wyroków wywłaszczających siostry z budynków klasztornych. Prześladowania dotykają również kapłanów. Mentorem ich spraw Urzędzie ds. Wyznań (Komunistyczny Urząd służący do prześladowania Kościoła) staje się ks. Bronisław. Odwołuje się od wyroków więzienia, wysokich grzywien za prowadzenie katechez dla młodzieży, decyzji eksmisji z mieszkań. Po roku 1956 najpierw jako szeregowy ksiądz, potem biskup a potem arcybiskup Bronisław podtrzymywał życie – zarówno w wymiarze duchowym jak i materialnym –  wiele zakonów żeńskich, szczególnie w momencie, gdy cała rzesza sióstr została wyrzucona ze szpitali i domów opieki. Jego działania sprawiły, że siostry wielu zgromadzeń nazywały Bronisława swoim ojcem.

Na zapleczu Soboru Watykańskiego II

Biskupi Polscy wnieśli do Soboru Watykańskiego II doświadczenie Kościoła prześladowanego ale ufnego w Opatrzność Bożą. Szczególnym zawołaniem polskich biskupów były profetyczne słowa Prymasa Hlonda, salezjanina z 1948, że „zwycięstwo przyjdzie przez Maryję”. Dla Prymasa Wyszyńskiego i jego najwierniejszych współpracowników – Arcybiskupów Antoniego Baraniaka i Bronisława Dąbrowskiego – zawierzenie Narodu i Kościoła w Polsce Matce Boskiej Częstochowskiej było programem duszpasterskim. Na prośbę Episkopatu Polski, Papież Paweł VI ogłosił Maryję, Matką Kościoła.

Prymas Wyszyński po wyjściu z więzienia ciągle liczył się z dalszym represjami komunistów. Jedną z poważnych obaw była groźba, że wracając z kolejnych sesji Soboru Watykańskiego II może nie zostać wpuszczony do kraju. Aby zapobiec ewentualnemu paraliżowi Kościoła w poufnym liście do Pawła VI wyznacza swoich następców. Zawsze na pierwszym miejscu wymieniany jest (dopiero co konsekrowany w 1962 roku) Biskup Bronisław Dąbrowski. W czasie długich soborowych pobytów Prymasa Wyszyńskiego w Rzymie Dąbrowski dźwiga ciężar obrony Kościoła w Polsce.

Watykański negocjator

Inną represją komunistów wobec Kościoła było odmawianie wydawania paszportów na wyjazdy Prymasa Wyszyńskiego i Biskupów do Rzymu. Biskup Bronisław otrzymuje wówczas szczególną posługę stałych kontaktów z Kurią Rzymską.

Sprawą najwyższej wagi dla życia Kościoła w Polsce było uregulowanie statusu Kościoła katolickiego na ziemiach zachodnich. Na olbrzymiej przestrzeni (101 000 km2 z 8 500 000 Polaków i zaledwie 1% ludności niemieckiej) nie można było ustanowić diecezji i mianować biskupów. Dlatego że Kościół katolicki korzystając z Kościołów i plebania nie był ich prawnym właścicielem był zmuszany przez komunistów do płacenia wysokich czynszów. Watykan mógł dopiero uregulować sytuację po ratyfikowaniu umowy między Polską i Niemcami 17.05.1972 r.

I gdy wydawało się że nic nie stoi już na przeszkodzie do wydania bulli przez Papieża Pawła VI ustalającej statut 3 diecezji sytuacja gwałtownie się skomplikowała. Komuniści którzy wcześniej atakowali Papieży, Watykan i Prymasa za antypolskie nastawienie nagle zmienili front. Prawdopodobnie pod wpływem Moskwy sprzeciwili się powołaniu jednej z trzech diecezji.

Delegat Prymasa Wyszyńskiego Biskup Bronisław Dąbrowski od maja do końca czerwca 1972 roku negocjuje w Kurii Rzymskiej ostateczny tekst porozumienia. Kuria Rzymska postuluje Papieżowi odroczenie decyzji pod wpływem zastrzeżeń konkordatowych stawianych przez Nuncjusza Apostolskiego w Bonn. Dzięki wytrwałej negocjacji Biskupa Bronisława Dąbrowskiego, Paweł VI podejmuje osobiście decyzję aby promulgować Bullę, która pozwoliła prowadzić normalne życie duszpasterskiej w trzech diecezjach. Z kolei w Polsce Prymas Wyszyński mógł odeprzeć kolejny atak komunistów, dzięki wielu upokorzeniom jakich znów  doświadczył z ich strony jego lojalny współpracownik.

Papieski łącznik z cierpiącą Ojczyzną

Prześladowania Kościoła przez komunistów nieco zelżały w Polsce po wyborze na Stolicę Piotrową Jana Pawła II. Biskup Bronisław Dąbrowski jest głównym negocjatorem pielgrzymki Jana Pawła II do Polski. Zirytowana Moskwa wywiera nacisk aby do pielgrzymki nie doszło, a jeżeli ma dojść to aby była ograniczona i w czasie i w wielkości zgromadzeń.

Po wielkim entuzjazmie w czasie papieskiej pielgrzymki w 1979 roku, Kościół w Polsce i Jan Paweł II wchodzą w kolejne stacje Drogi Krzyżowej w 1981 roku: 13 maja zamach na Jana Pawła II, 28 maja śmierć Prymasa Wyszyńskiego a 13 grudnia stan wojenny z prześladowaniami ludzi pracy.

Jan Paweł II bardzo cierpi w tych wydarzeniach. Tym który pomaga mu podejmować decyzje, zajmować stanowisko i zażegnać interwencje Rosji w Polsce jest Biskup Bronisław Dąbrowski. Wyrazem tego zaufania i docenienia posługi jest mianowanie na Arcybiskupa 6.06.1982 r.

Miłosierny Samarytanin

Troska o chorych i uwięzionych widoczna była na wszystkich etapach jego kapłańskiej posługi. Biskup Bronisław Dąbrowski miał olbrzymi udział w rozpoczęciu turnusów rekolekcyjnych dla chorych i niepełnosprawnych w Łaźniewie pod Warszawą. Dla wielu z nich to była jedyna możliwość odpoczynku, spotkania się z ludźmi i troskliwej opieki wolontariuszy. Odwiedzał poszczególny turnusy ale też w czasie niedoborów sprowadzał z Włoch kontenery żywności i środków czystości.

Gdy przebywał w Domu Polskim przy Piazza Remuria w Rzymie, ustawiały się długie kolejki sióstr zakonnych i księży studiujących w Rzymie aby przy jego pomocy dostarczać przesyłki z dewocjonaliami i lekami do kraju albo odbierać z kraju „zakazane przez komunistów” przesyłki. Czasami wraz Arcybiskupem Dąbrowskim wracały do kraju kontenery darów, które otrzymywał od licznych dobrodziejów a przede wszystkim z włoskich Prowincji Małego Dzieła Boskiej Opatrzności.

Prześladowanie opozycji w Polsce, które nabrało wielkich rozmiarów po wprowadzeniu stanu wojennego (1981-1983), spotykało się ze zdecydowaną reakcją Kościoła. Arcybiskup Bronisław Dąbrowski wystosował setki pism w obronie więzionych robotników. W imieniu Episkopatu prowadził rozmowy z generalicją wojskową, organizował opiekę duszpasterską dla więźniów i patronował materialnemu wsparciu dla ich rodzin. Był też „mężem zaufania” dla komunistów i „Solidarności” w czasie przełomowych rozmów które doprowadziły do rozpoczęcia przemian demokratycznych najpierw w Polsce a potem w całym bloku środkowo-wschodnim.

Jak pokornie żył, tak pokornie odszedł do Pana

W poranek Bożego Narodzenia 1997 r., gdy Kościół świętował narodzenie się Zbawiciela w ubogiej stajni w Betlejem, odszedł do Pana pokorny sługa Kościoła. Gdy ktoś przyjdzie na Powązki, historyczną nekropolię Warszawy przy kościele św. Karola Boromeusza znajdzie skromny grób człowieka, który poprzez swoją posługę miał olbrzymi wpływ na losy Kościoła w Polsce. Grób tego który uczestniczył w cierpieniu Kościoła. Cierpienie to wypełniało obietnice Maryi w Fatimie i przyczyniło się do pokonania zbrodniczego systemu komunizmu w Europie środkowo-wschodniej. Wielu jest przekonanych że radował się ze świętą Rodziną z Nazaretu i ze świętym Alojzym Orione wypełnieniem obietnicy fatimskiej i zawierzeniem Kościoła Maryi 25 marca 1984 roku. Gdyby Kościół uznał Jego świętość w przyszłości mógłby stać się Patronem tych którym grozi kalectwo, tym którzy muszą prowadzić dialog pełniąc różnorakie funkcje w Kościele i w społeczeństwie i tych którzy z utęsknieniem pragną pojednania.

Wyprowadzili nas dwunastu duchownych i wszystkich ze schronu, wśród których byłem i ja, postawili pod mur i mieli rozstrzelać. Wcześniej, jeszcze w czasie bombardowania, nasi chłopcy znaleźli Niemca, który miał rozbite ramię, przestrzelony brzuch i zdruzgotane kolano. Przenieśli go wtedy na noszach do schronu, w którym się ukrywaliśmy. Był między nami niejaki pan Kokot, uciekinier z Warthegau, który znał język niemiecki i on powiedział tym Niemcom, którzy chcieli granat do naszego schronu, że jest tam ranny Niemiec. Poszli więc po niego, a my staliśmy w dalszym ciągu pod ścianą. W czasie, kiedy wynosili na noszach tego rannego Niemca do karetki pogotowia, zjawił się dowódca dywizji. Ranny Niemiec zaczął wtedy krzyczeć: „darowali mi życie, uratowali od śmierci, opatrzyli jak chrześcijanie, a wy chcecie ich rozstrzelać?” Dowódca dywizji przemówił do dowodzącego kapitana i kapitan kazał żołnierzom odstąpić. Arcivescovo Dąbrowski, Diario

Po trzykroć dla misji ocalony

Co mogli myśleć w 1938 roku Alojzy Orione i Bronisław Dąbrowski o misji w Warszawie, czy mogli przewidzieć jak wielki będzie jej rozmiar czasowy, jak wielkiej wagi będzie to posłanie? Z jednej strony tajemnica duszy proroka każdego czasu, z drugiej Bóg prowadzący historię zbawienia i powołujący do niej wybranych. Tajemnicą jest też wstawiennictwo Założycieli w wydarzeniach życia swoich duchowych synów. Czy „maczał swoje palce” święty Alojzy Orione aby jego duchowy syn zrządzeniem Boskiej Opatrzności był aż trzykroć dla tej misji ocalony.

Pierwszy raz dla misji ocalony

1.08.1944 Bursa Orionistów dla chłopców jest w centrum walk między powstańcami a oddziałami niemieckimi. Są zabici i ranni. Chłopcy zdjęci litością uwalniają jeńców niemieckich a ci sprowadzają całą dywizję z armatami i karabinami i wpadają do Bursy aby wszystkich aresztować.

W tych dniach Niemcy w sąsiedniej dzielinicy w tzw. „Rzezi Woli” w ciągu tygodnia zamordowali od 30 000 do 65 000 mężczyzn, kobiet i dzieci.

Przy rozbieraniu zbombardowanych domów i wywożeniu gruzów ktoś mnie popchnął. Spadłem z drugiego piętra i złamałem w dwóch miejscach nogę. (…) Gdybym ujawnił, że mam złamaną nogę, poszedłbym na rewir (obozowy szpitalik). Na rewirze można było tylko przebywać trzy dni. Ci, których nie wyleczono w tym czasie byli zabijani. Ażeby mnie uratować, nie zgłosili mnie na rewir. Zainteresowała się moją nogą pielęgniarka Niemka, Schwester Martha, a znalazłszy w szpitalu lekarza, który był na froncie wschodnim, i którego Rosjanie chcieli powiesić, a udało mu się zbiec dzięki pomocy polskiego chłopa, który ukrył go na strychu – był gotów dla Polaków zrobić wszystko. (…) Ks. Michalski, który był naszym przełożonym, wsadził mnie do wózka na śmieci, którymi mnie zakrył i potem wyrzucił na wysypisko, które znajdowało się poza obozem. Herr Hofmann – dostawca chleba – wziął mnie stamtąd i ukrył pod chlebem, i zawiózł do szpitala. (…) Chleb podano do kuchni, a mnie wzięto przez okno od łazienki na stół przygotowany do operacji. Wyżej wymieniony lekarz założył mi tam gips na nogę. W gipsie chodziłem aż do powrotu do kraju, ale noga pod gipsem zgangrenowała i chciano mi ją odjąć. Arcivescovo Dąbrowski, Diario

Drugi raz dla misji ocalony

„Z tym gipsem pracował w obozie sześć miesięcy, jak już nie mógł wytrzymać zaczął odprawiać nowennę do Don Orione, i dziewiątego dnia tej nowenny zostali uwolnieni. Jak przyjechał do Krakowa to Kardynał Sapieha posłał go na prześwietlenie do szpitala. Prześwietlono nogę i zadecydowano że noga jest do amputacji ponieważ nie są złożone dobrze kości i gangrena jest pod tym gipsem. I młody Dąbrowski drugą nowennę zaczął odmawiać, błagał żeby jednak mu tej nogi nie amputować. To są jego słowa: dziewiątego dnia poczułem że mogę stać na obu nogach beż żadnej laski.” Biskup Ryszard Kamiński, Wspomnienia o Arcybiskupie Bronisławie Dąbrowskim

Jemy kolację, a tu idzie od drzwi, raczej się przesuwa, biały jak gołąbek, staruszek, oblicze pełne skupienia i dobroci, postawa pochylona nieco do ziemi, spojrzenie głębokie, rozumne, pociągające, ale i …….. Oto klerycy – Włosi, a także i my zaczynamy klaskać w ręce. Wystarczyło tylko, że się obejrzał, rzucił okiem na źródło owacji i w sekundzie je zdusił. Cisza absolutna. Wtem podchodzi do nas: a, Polaccimei cari fratelli![1]- rzecze dobrotliwie i podaje nam uszczęśliwionym swoją drogą dłoń do ucałowania. Byliśmy szczęśliwi. Jednym słowem, jednym gestem i łaskawym spojrzeniem ujął nasze serca i umocnił postanowienia, tylekroć ponawiane – przy nim, wodzu, stać do śmierci mimo wszystko. Ale jego postawa złamana trudami, a nade wszystko potęga jego niepospolitej pokory podszepnęły mi myśl: Z Tobą, przy Twojej pomocy, o Boże, gdyż jesteśmy tylko ludźmi, nie wiemy, nie możemy bezwzględnie, nie pomnąc na Twą pomoc liczyć i sądzić, jakimi jutro będziemy. Ergo Deus adiuva[1]. I teraz już nie pokarm mię zajmował. Wpatrywałem się w Ukochanego Ojca i wpatrywałbym się tak bez końca i czerpał z każdego Jego ruchu naukę dl siebie. Jeżeli więc cnota i świętość w człowieku jest tak cudowną, zajmującą, cóż dopiero okaże się po śmierci w Bogu. Jakie wielkie szczęście. Wieczorem po modlitwach powitał nas Ks. Orione. Prawie że nie rozumiałem, co mówił, bo po włosku. Jedynie natężenie głosu, gesty i duch, jaki nim władał, dały mi dużo do zrozumienia. Powitał więc nas bardzo serdecznie (tłumaczył Ks. Marabotto). Powiedział, że jesteśmy tutaj nie gośćmi, ale braćmi i panami, i przyjechaliśmy do kochającego nas Ojca. Chce, aby wszyscy nas przyjmowali i uważali za braci i właścicieli. Przyjechaliśmy po to, aby umysłowo i duchowo przygotować się do powrotu do Polski. Mówił, że bardzo Polaków kocha i kochał od młodości swojej. Bo gdy jeszcze przebywał w Kolegium Ks. Bosco w Turynie, to był obecny na obłóczynach księcia Czartoryskiego. Za wolność Polski modlił się zawsze. Kochany Ks. Orione, jak go kocham! Chodzimy też na rozmyślania. Ks. Orione zawsze coś dodaje. Na dobranoc też bardzo pięknie mówi w refektarzu także, ale zawsze bardzo humorystycznie i żywo. Wszyscy się śmieją. Trzeba się uczyć jęz. włoskiego prędko, aby zrozumieć co On mówi. Boże dopomóż mi! (Arcivescovo Bronisław Dąbrowski, Diario, 11 febbraio 1938)

Trzeci raz dla misji ocalony

Alojzy Orione zapałał miłością do Polski w Turynie w Kolegium św. Jana Bosco, na Valdocco. Mieszkając tam wielokrotnie przechodził pod oknem polskiego Generała, którego czcili Turyńczycy jako bohatera walk o niepodległość Włoch. W tym czasie w Kolegium na Valdocco przebywał Bł. Adama Czartoryski, którego szanowano jako przedstawiciela wybitnego narodu. Bronisław Dąbrowski w swoim dzienniku opisał swój zachwyt wobec miłości Alojzego Orione dla Polski. Najbardziej wymownym znakiem miłości Alojzego Orione dla Polski była manifestacja jaką uczynił w Tortonie tuż po napaści Niemiec na Polskę. Urządził procesję ulicami Tortony z biało-czerwoną flagą i ryngrafem Matki Bożej Częstochowskiej. Po przybyciu do Sanktuarium Matki Bożej od Straży przykrył ołtarz flagą Polski i odprawił na nim Mszę świętą. Na znak swojej miłości do Polski zawiesił tę flagę w swoim pokoju nad łóżkiem gdzie jest zachowana do dzisiaj.